dziś muzycznie lirycznie i po meksykańsku:
wtorek, 31 marca 2009
gimnastyka
dziś muzycznie lirycznie i po meksykańsku:
poniedziałek, 30 marca 2009
gadżet


zdjęcie 1, zdjęcie 2
mistrz wabienia jeleni

wiedziałem, że piraci żyją!
ciekawe, czy jack sparow był na statku? ...
niedziela, 29 marca 2009
wielki przegrany
trudy dźwignęłam, po czym ległam w moim ulubionym łóżku. muszę sobie poleżeć już teraz, skoro dzisiejszej nocy ktoś mi zabiera godzinę - co uważam za zwykły skandal.
filipu też zrobił mnie w konia i usnął niepostrzeżenie, tak żebym nie zdążyła zagonić go do łazienki. zanim ja usnę, muszę jeszcze pomalować na czerwono paznokcie u nóg - ot, taki babski kaprys.
ps. wylosowali numery lotto: 14, 31, 48, 24, 46, 45. i oby to były te liczby, bo upatrzyłyśmy już sobie z halinką fajne apartamenty. nic, tylko kupować.
ps dwa. mam ochotę na włoskie waniliowe lody na ciepłej gruszce z orzechami w karmelu. i zjem je zaraz, mimo że po 22 jeść już nie można. a co tam.
ps trzy. niestety mój kupon to wielki dzisiejszy przegrany. zakup musimy odłożyć. pogrążona w smutku zażeram rozpacz deserem.
piątek, 27 marca 2009
zaniedbanie
bardzo już czekam na wiosnę! w tym roku, nie chcąc marznąć nad rzeką, znowu zlekceważyłam topienie marzanny. wiosna więc nie nadeszła, mało tego - filipu nie wie, co to jest marzanna... wstyd przyznać, ale mamon dał ciała i karygodnie zaniedbał kultywowanie polskiej tradycji. no, ale żeby filip nie rozmawiał jeszcze o tym z kolegami? hmm...
ps. wczoraj usmażyłam na kolację krewetki w maśle czosnkowym. mmm..., przypomniały mi się smaki wakacji. postanowiłam na chwilkę zapomnieć o grubych udach i delektować się!
ps dwa. szef sprzedał mi przepis na rybkę pieczoną w gruboziarnistej soli. jak tak dalej pójdzie, stanę się mistrzynią w przyrządzaniu ryb i owoców morza. brzmi nieźle.
czwartek, 26 marca 2009
błogi poranek
pierwszaki rozmawiają o dziadkach (przejeżdżając obok placu mickiewicza)
- bo wtedy były strajki robotnicze. nie chcieli pracować.
- a ty byś chciał???
dupa...
po śniadaniu obejrzałam dupę ciemności (cz. 1 i cz. 2) od razu się człowiekowi trawienie poprawia. lepiej, żeby szef tego nie widział, bo on ostatnio na kiełkach. poważnie by się zdenerwował, że ja takie rzeczy rozpowszechniam przeciwko rzodkiewce. mi w każdym razie chwilowo odechciało się jeść...
sms
wzrok nieprzychylnej osoby dotknie i ciebie. nie pozwól, aby ktoś kierował twym życiem za ciebie. ślij serce na xxx!
nie pozwól, aby jakiś sms kierował twoim życiem.
oby minęło...
film jak film, stary wong kar wai poetycko porywał, a teraźniejszy mnie już nie. ale najważniejsze, że judyta wyrwana na jeden wieczór. teraz wertuje nigelle, którą pożyczyła na koziegłowskie znużenie. oby minęło tak nagle jak nagle nadeszło.
fantazjując o tantrycznych orgazmach, na śmierć zapomniałam, że włosy mi niepokojąco posiwiały i wymagają nieco bardziej tradycyjnego zabiegu, czyli baleyage u sławka. przez mój incydent szpitalny, rzeczona wizyta uległa opóźnieniu o jakiś miesiąc... na szczęście mój ulubiony fryzjer znalazł dla nas czas w czwartek. godzinka z folią na głowie i co lepsze ploteczki z życia mistrza i jego chłopaka - to jest to, czego nawet, a może przede wszystkim, mamonowi potrzeba.
środa, 25 marca 2009
poranne zapiski w wordzie
człowiek dziś bez łącza, jak bez ręki. wygrzebuję z szuflady rzeczy na ratunek: wciąż niedokończone po rozstaniu zeruya shalev, sobotnie obcasy i film przeznaczone do burdelu (najlepsze dokumenty świata). gnębi mnie jednak, że nie mogę wejść na własnego bloga, własną skrzynkę, własne konto allegro, własne gadu. czuję się z tym nieswojo.
zadzwonił kuzyn (szczypiornista młodszy). dziś impreza urodzinowa, jowita, pokój 1016.
ech, powspominałoby się dawne czasy... choć nie wiem, czy akurat na tej imprezie - pewnie ja bym wspominała, a studenci myśleli: ale zgredziara. zresztą idę już z judytką do kina, jeśli tylko przebijemy się przez śnieżycę. mam nadzieję, że jude law zrekompensuje mi dzisiejsze braki.
ps. na szczęście mam czego słuchać - z polecenia judytki janelle monae metropolis.
poniedziałek, 23 marca 2009
pieniądze a...




częstotliwość kobiecych orgazmów rośnie wraz z dochodem ich partnerów. to efekt psychologii ewolucyjnej. kobiety szukają mężczyzn, którzy potencjalnie mogą zapewnić im lepsze warunki do wychowywania potomstwa (dr thomas pollen).
gdzieżbym wtedy myślała o bycie i pieniądzach? orgazmy jakieś tam były, ale czy do końca się wtedy wiedziało, jakie powinny być... i że dla kobiety też mogą być ważne. ważne było, że się kocha, romantycznie, z rozmachem, bujaniem w obłokach, pisaniem listów...
teraz? gdy upadły ideały, a miłość romantyczna, nawet jeśli się zdarza, nie wystarcza na długo, potrzeba mi mężczyzny z krwi i kości, spełnionego. nieodpowiedzialnym frustratom, którzy nie są w stanie zatroszczyć się o kobietę w życiu (a jeśli w życiu nie, to czy zatroszczą się w łóżku?), mówimy nie. jak z takimi zgłębiać np. tajniki miłości tantrycznej, w której siłę kobiecego orgazmu stawia się na równi z trzęsieniem ziemi? a dzisiaj nie tylko facetom potrzeba silnych doznań...
pierwszowiosenny mikołaj
piątek, 20 marca 2009
dupka w troki
***
ps. usłyszałam w radiu piosenkę i przypomniał mi się film; też a propos samotności w wielkim mieście:
kontrol
pani doktor jednym zdecydowanym ruchem szczypiec wyrwała nić z gardzieli, a ja wydałam tylko cichy jęk. bo zabolało.
w drodze powrotnej spotkałam kumpelkę ze szpitala. zadowolone poużalałyśmy się nad sobą - bo kto cię lepiej zrozumie, jeśli nie koleżanka z operacyjnego bloku?
ps. dzisiaj przyjeżdża mamichalska! przywiezie międzychodzkie ploteczki i wineczko, które ja, póki co, jedynie powącham. a w nocy zapuścimy seks w wielkim mieście. i ja będę wzdychała do biga, a mamichalska nie.
***
poranny telefon do kancelarii: szczęść boże, czy mogę rozmawiać z siostrą wawrzyną?
ostatnia kawa
i gdyby chodziło o chłopaka, ale chodzi o przyjaciółkę i to jest o wiele poważniejsza sprawa.
środa, 18 marca 2009
sezon trzeci


sing-sing-singiel
a przede wszystkim ci, na których widok nie miękną mi kolana. (pominęłam zajętych, i tych, którzy nie chcą mnie).
może najwyższy czas iść do wróżki? każdemu coś wywróża, niech i mi wywróży. i jeśli nie będzie to ten odpowiedni mężczyzna, z czystym sumieniem oddam się karierze korektorskiej. bo najgorsze w tym całym singielstwie (dzięki któremu nie muszę przecież przeprowadzać się do kuchni, oddawać pilota podczas fify, godzić się na kompromisy oraz - po najważniejsze - tolerować bylejakości bylejakiego męża), najbardziej przeszkadzają mi myśli o tym, że a nóż pojawi się ten mój, i owe płoche nadzieje (bo przy tych wymaganiach inne być nie mogą) niszczą harmonię życia w pojedynkę.
moja rodzina już nie pyta o ślub. dawno postawiła na mnie krzyżyk.
***
mój (były już) chłopak przy rozstaniu: i co, zamierzasz tak szukać do czterdziestki?
ja (zdumiona argumentem, który miałby mnie przy nim zatrzymać; a gdzie kocham cię, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie etc.???): jak będzie trzeba, to i do pięćdziesiątki. (i oby to nie była samospełniająca się przepowiednia...)

ps. właśnie sobie uświadomiłam, że to pierwszy post o facetach na moim blogu. hmm, czy to coś znaczy... i dlaczego tak późno?
wtorek, 17 marca 2009
oscarowo
obiecanka
na dziś bardzo pozytywna miriam makeba:
w oparach kryzysu
niedziela, 15 marca 2009
ach, to ty!
ale przede wszystkim ten drażniący nosek zapach wiosny. drżyjcie panny marzanny!
sobota, 14 marca 2009
piątek, 13 marca 2009
karma
jaki nastrój, taka piosenka na dzisiaj:
teścik
ps. poza tym przykrym incydentem, pierwszy dzień w pracy całkiem udany.
ps dwa. filipa odbiera dziś po raz pierwszy malwina (balerina), a ja mam nadzieję, że nie będzie jej na nic naciągał - owijanie sobie opiekunek wokół małego palca ma opanowane do perfekcji.
czwartek, 12 marca 2009
kobieta pracująca

poniedziałek, 9 marca 2009
wróżka
rozmawiałam dziś z szefem. szef się stęsknił. za biurko wracam więc, burząc mój pierwotny plan, w czwartek. mam już dosyć detoksu (zero kawy, mięsa, alkoholu, papierosów, o seksie nie wspomnę…) i odleżyn.
zamierzam wrócić do życia. i żyć szczęśliwie, o całe dwa migdały lżejsza.
ps. plusy barłogu: wyspałam się! nadrobiłam modę na sukces, nie wydałam żadnych pieniędzy na ciuchy.

niedziela, 8 marca 2009
8 marca
ja do szefa: ale ja jestem feministką.
szef: pani nie - feministki są brzydkie.
są kobiety pistolety i kobiety jak rakiety… dla wszystkich moje osobiste życzenia w dniu kobiet i bryan adams:
sobota, 7 marca 2009
kreativ blogger

zabawkowo
a dla ciekawych, jak to dawniej bywało, wyszperałam zdjęcie całej mojej zabawkowej kolekcji. czyż nie jest piękna (mimo że lalki trochę sponiewierane…)?

ps dwa. do obejrzenia na dziś: oszukana lub lektor (jeszcze przemyśliwam)
piątek, 6 marca 2009
slumdog
prześladuje mnie mały piękny chłopczyk z Indii. jamal - na oko pięcioletni mieszkaniec slumsów, który po wielu latach niełatwego życia (śmierć matki, bieda, żebranie na ulicy, ciągłe ucieczki etc.), kiedy był skazany tylko na siebie i nieco starszego brata salima i cały czas zakochany w ślicznej latice, osiąga pewną stabilizację, pracuje, w końcu bierze udział w hinduskiej edycji popularnych milionerów. a ponieważ każde niemal pytanie wiąże się z jego dotychczasowym życiem, niespodziewanie wygrywa.
danny boyle przeplata w swoim filmie trzy plany. widzimy brutalne przesłuchanie przez policję podejrzanego o oszustwo chłopaka, kolejne odsłony sławnego programu, a po każdym pytaniu - powroty do przeszłości coraz bogatszego jamala. on sam zdaje się jednak być zupełnie gdzie indziej…
scenariusz, muzyka, zdjęcia - wszystko świetne, i nawet zakończenie w bollywoodzkim stylu mnie nie zraziło.
slumdog. milioner z ulicy, danny boyle



czwartek, 5 marca 2009
środa, 4 marca 2009
powrót
w planach mam oglądanie oskarowych filmów, drugiej serii tudorów i lekturę po rozstaniu zeruya shalev. pożyczoną perfekcyjną panią domu zostawiam na później, bo jak zaczynam czytać, od razu chce mi się gruntownie sprzątać, a to mogłoby mnie zabić, a przynajmniej narazić na wykrwawienie.
ps. wielkie pozdrowienia dla zakładniczek szpitalnych pokoju 136 oddziału laryngologicznego. obyśmy wszystkie mogły wkrótce najeść się ostrej pizzy.