środa, 25 lutego 2009

trochę strach...

postanowiłam jednak wkrótce założyć osobny ciuchowy blog, a ten poświęcić na wszystkie inne moje obsesje. ale jak tu opanować dwa blogi, skoro nawet jeden mnie nie słucha... pewnie obrażon, że go na chwilę opuszczam, że zamiast doglądać i pielęgnować, i odnaleźć zaginione elementy w edytorze, planuję złożyć swe członki na twardym łóżku szpitalnym, żeby po dniu leżenia poddać się cięciu... ale komu są dzisiaj, w dobie kryzysu, potrzebne zepsute migdały?

w razie gdyby znalazł się ktoś, kto chciałby pogłaskać mnie po główce, oraz zapewnić, że żaden krwotok i żadne inne wymyślone przeze mnie i przez internautów czarne scenariusze (ze śmiercią włącznie) mi nie grożą, to ja tu czekam. jeszcze cała.

wtorek, 24 lutego 2009

balerina?

casting na opiekunkę dla filipu nieoczekiwanie zakończył się powodzeniem.
wybrałam rezolutną, uśmiechniętą studentkę, a zaraz potem obejrzałam na tvn style program sekrety niań, i przed oczami stanęła mi ta chudziutka dziewuszka karmiąca moje dziecko starymi żelkami, popijająca w kącie wódeczkę, podrywająca mojego faceta i wynosząca po kieszeniach moją sztuczną (ale zawsze) biżuterię... może jednak zrezygnuję z pracy...

dzwonię do filipu: będziesz miał nową opiekunkę.
filipu: a jak ma na imię?
ja: malwina.
filipu: balbina?
ja: malwina.
filipu: balerina?
ja: m-a-l-w-i-n-a!
filipu: malina??
po pięciu kolejnych próbach postanowiłam powiedzieć mu, kiedy wróci.

ps. moja od kilku dni fascynacja: nowa mika urbaniak
ps dwa. sfotografiłam kozaczki, ale póki co są wciąż w aparacie...

poniedziałek, 23 lutego 2009

moje miasto

ilekroć jestem w stolicy, zawsze mam motyle w brzuchu. nie było inaczej i tym razem, zwłaszcza że weekend spędziłam w doborowym towarzystwie.
warszawa jak zawsze dostojna, i choć ośnieżona - słoneczna i piękna. na nowo rozkochał mnie w sobie nowy świat, stając w szranki z krakowskim przedmieściem. mamiły starorynkowe zakątki.
gdyby jeszcze mieć trochę więcej odwagi, rzucić to co jest teraz i porwać się na to wszystko nowe, na trochę. do momentu aż się opatrzy, zniekształci, spowszednieje. nic nie może przecież wiecznie trwać...








ps. z miejsc nowo poznanych: kluby melodia i zoo, pizzeria na podwalu, kebab gdzieś w centrum (najlepiej smakuje nad ranem!), fajne knajpki, których nazw dziś już sobie nie przypomnę.

ps dwa. mam też parę zdobyczy, zwłaszcza piękne kozaki z lakierowanej skórki (postaram się o zdjęcia).
ps trzy. ogólnie wyjazd 5 gwiazdek, i jakiś żal wielki ściska wnętrzności, że tak szybko mijają weekendy...

oscarowa penelope

oczywiście od początku wiedziałam, że tak będzie. moja penelopa ucałowała oscara.
ważna data: 17 kwietnia 2009 r. - polska premiera Vicky Cristina Barcelona!

fot. AFP (wp.pl)

piątek, 20 lutego 2009

...not dead

filipu był wczoraj na koncercie dyjaka (marek dyjak, ur. w kwietniu 1975 r. syn jana i alicji. z wykształcenia hydraulik. debiutował w 1993 r. na festiwalu art zine gallery). szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czy ów żyje, bo słuch o nim zaginął. szczęśliwie okazało się, że popadł w chorobę alkoholową, ale właśnie z niej wychodzi i od 365 dni jest trzeźwy (o ile moja elka się nie pomyliła, bo to z jej pokoncertowej relacji), ale co najważniejsze - żywy! zmartwiło mnie jednak co innego, czy aby mój niegdysiejszy idol za bardzo nie klął ze sceny, co by mi filipu nie popsuł...

a swoją drogą, zaufaj tu babci... zamiast grzecznie siedzieć w domu i piec wielkanocne baby (należałoby już chyba zacząć, sądząc po wystawach sklepowych i czekoladowych jajach w koszykach...), funduje wnukowi dyjakowy koncert... zresztą sami posłuchajcie

http://www.wrzuta.pl/audio/qT284WbBbH/

ps. dzisiaj wycieczka do warszawy. już mi się wszystko cieszy na samą myśl:)

bilety wyprzedane

wystraszona nagłym załamaniem pogodowym i nieoczekiwanym opadem śniegu, miałam nie jechać. jednak nie byłabym kobietą, gdybym zdania nie zmieniła przynajmniej z pięć razy. zamarznięta stolica też może być przecież przyjazna. najważniejsze, żeby nie dać się okraść w pociągu... a potem to już łazienki, syrenki, tarasy...

niestety bilety do
teatru polonia wyprzedane. bilety do dramatycznego (gdzie gra mój ulubiony, po boisku bezdomnych i ogrodzie luizy, marcin dorociński) wyprzedane.

środa, 18 lutego 2009

brak...


ferie. jestem free. mogę godzinami snuć się po sklepach z ciuchami, mogę jeść makarony z najbardziej śmierdzącymi sosami, mogę spokojnie rozwijać mojego bloga, mogę słuchać na głos marii awarii, mogę oglądać hurtowo seks w wielkim mieście, mogę umawiać się po nocach w klubach, mogę nie przejmować się, że opiekunka nie zdąży dojechać do szkoły, mogę nie wstawać rano i po pracy nie wracać od razu do domu. mogę prawie wszystko, ale to już dzisiaj nie taka duża frajda...

ps. nikt nie narzeka, że zasoliłam zupę... ciekawe, do jakich rzeczy można przywyknąć.
ps dwa. nie tak znowu często gotuję zupy, dlatego zasalam (kwestia wprawy).

ad walentynki

wszyscy szukamy tej jednej wyjątkowej osoby, która da nam to, czego nam w życiu brakuje, kogoś, kto zapewni nam towarzystwo, pomoc, bezpieczeństwo. czasami jeśli szukamy bardzo intensywnie możemy znaleźć osobę, która zapewni nam wszystko. każdy z nas kogoś szuka. jeśli nie możemy znaleźć, pozostaje modlić się, by znaleziono nas. (gotowe na wszystko)

w(y)stępniak


ten blog powstał z zadumy nad skończoną pierwszą trzydziestką mamona, pierwszą utraconą górną lewą szóstką (też mamona), uciekającym czasem, a (z) czasem filipem...

ps. oczywiście blog powstał też z chęci narcystycznego obnażenia i pokazania światu, jak ładnie wychodzimy z filipu na zdjęciach... (tzn. filipu jeszcze nic o tym nie wie...)

blog dedykuję judytce, która zawsze we mnie wierzy, oraz boskiej penelope cruz, bo lubię.